28 kwietnia 2017

Dzień z życia psa

Zastanawialiście się kiedyś, na czym polega cały ten „psi fenomen”? Ludzie skaczą wokół nas i dmuchają na nasze bezpieczeństwo, jakbyśmy byli małymi dziećmi. Chyba jeszcze nie doszedł do nich fakt, że jesteśmy całkiem duzi i potrafimy o siebie zadbać. Ale spokojnie! Puszek weźmie niedługo tę sprawę w swoje łapki i to ogarnie! Ponadto wydają wszystkie oszczędności na kolejną obróżkę we wszystkich kolorach tęczy, szarpaki i piłki warte miliony monet, karmy z najwyższych półek, do których nawet Pongo, owczarek niemiecki, z którym czasami porozmawiam przez ogrodzenie, nie dosięgnie, zapominając, że wystarczy nam tylko, a może aż, jedna, wyjątkowa rzecz.
No dobra, dwie rzeczy, ale jedzenie chyba nie jest aż tak ważne, jeżeli weźmiemy obie sprawy pod uwagę.
 Ale zacznijmy może od początku…



Uwielbiam jeść! Wspominałem Wam już o tym? Pierwsze, co widzę po otworzeniu moich oczu to pełna miska karmy, stojąca obok mojej budy. Babcia mojej Pani jest jednym z tych rannych ptaszków, co to wstaje „skoro świt” i zajmuje się całym gospodarstwem. To ona jest głównym źródłem mojej energii, którą mogę później spożytkować na różne sposoby. Dźwięk stukających granulek karmy o metalową miskę wyrywa mnie natychmiast z letargu, a kiedy wykonam poranną sekwencję ćwiczeń rozciągających, w czasie których sen zdąży na dobre się ze mną pożegnać, zabieram się za konsumpcję. Kocham swoją karmę, jest tak niesamowicie smaczna! Ta dbałość w dobieraniu składników przez producenta i nutka egzotyki w postaci domniemanej baraniny daje mi kopa na cały dzień. Babcia drapie mnie za uchem i po kilku sekundach znika mi z oczu, aby zbudzić całe gospodarstwo. Słyszę, jak koguty zaczynają piać, a kury radośnie gdakać. One pewnie też dostały swoją należna część pokarmu. Koty mruczą w podzięce za pełną miskę mleka, ocierając się swoim ciałem o rozmaite przedmioty. Nie lubię ich, wszędzie jest ich pełno, uważają się za panów świata licząc, że kiedyś obejmą nad nim władzę; mimo to daję im zjeść w spokoju. Później się z nimi policzę.
Tuż za uchem słyszę stuknięcie drzwi, a z wnętrza domu wychodzi Ona. Moja Pani. Najpiękniejsza istota na tej Ziemi. Szczekam radośnie na Jej widok i podbiegam do Niej, skacząc do góry, jakbym dostał skrzydeł. W zamian za to dostaję porządną porcję pieszczot, która wystarczy mi na kilka godzin Jej nieobecności. Codziennie gdzieś wychodzi. Nie wiem, po co i gdzie, ale zawsze wraca. Odprowadzam ją pod samą furtkę i obserwuję jak się oddala, a Jej postać powoli znika za horyzontem. Czasami bywam smutny z tego powodu, godziny samotności bowiem dłużą się niemiłosiernie. Inni powiedzieliby mi, że mogę ten czas poświęcić na robienie różnych, pożytecznych rzeczy, jak gonienie ptaków, dogryzanie kotom czy wdawanie się w sprzeczki z innymi psami. Fakt, dają dużo frajdy, ale nie na długo. Tak strasznie mi Jej brakuje! Nie dopuszczam do siebie myśli, gdyby coś Jej się stało…
O, już jest! Widzi, jak do Niej biegnę, kuca i otwiera szeroko ramiona, witając się ze mną. Głaska mnie po całym ciele, przez co wpadam w stan euforii. Wróciła! Dla takich chwil warto było czekać!



Zapina smycz na mojej obroży i zabiera mnie na spacer. Za każdym razem wybieramy tę sama trasę. Nie przeszkadza mi to. Wiecie, ile rzeczy może się na niej zmienić w ciągu dwudziestu czterech godzin? Chyba nie starczyłoby mi łapek, żeby je wszystkie zliczyć! Tak więc z tropów i zapachów mogę stwierdzić, że przechodziły tędy dwa pieski, kilka polnych myszek, jakiś zająć, o! i jeszcze jeden piesek! Tłoczno tu jak na autostradzie! A to dziwne, bo kiedy wychodzę, wszyscy nagle się gdzieś chowają. A tak strasznie chciałbym ich poznać…
Mamy z Panią takie jedno, wyjątkowe miejsce. Zawsze zatrzymujemy się w nim na dłużej, w tedy Ona opowiada mi, jak minął Jej dzień, z kim się dzisiaj spotkała, z czego się śmiała, co jej sprawiło przykrość.  Za każdym razem słucham z uwagą, pochłaniając te informację jak… kolejną porcję karmy! Taak, uwielbiam jeść, zdaje się, że jeszcze Wam o tym nie mówiłem…
Wracając do meritum, nasz spacer nie zawsze jest taki samotny. Czasem zdarzy się, że jakiś samotny psiak podejdzie do nas. Pani nie zawsze daje mi się z nimi pobawić, a to dlatego, że czasami mam pewne odchyły od normy. Ona woli nazywać to agresją, ale to zbyt brutalne słowo, nie uważacie? A poza tym, kto to słyszał, żeby pies był agresywny? Ja po prostu za bardzo ekscytuję się nowo poznanymi kolegami. A oni od razu że agresywny… Phi!



Tak więc, gdy wywącham wszystkie zakamarki i obsikam wszystkie drzewka, wracamy do domu. To znak, że dzień powoli dobiega końca. Jeszcze tylko zabawa z młodszym bratem Pani i finto.
Pani odpina czerwoną obroże wiszącą na mojej szyi. Robi to z niesamowitą delikatnością, jakby bojąc się, że jednym, niekontrolowanym ruchem zrobi mi krzywdę. A ja przecież nie jestem z porcelany! Na koniec daje mi garstkę smakołyków, które pochłaniam w mgnieniu oka. Ależ one są smaczne… Po raz ostatni głaszcze mnie po grzbiecie i drapie za uchem; tam, gdzie najbardziej lubię. Posyła mi ostatni uśmiech, po czym znika za drzwiami domu, zostawiając mnie z masą przemyśleń, które po głębszym przeanalizowaniu prowadzą tylko ku jednemu stwierdzeniu.
Niesamowitym jest fakt, że z pozoru zwykłe zwierzę, jakim jest pies, potrafi wnieść do ludzkiego życia tak wiele empatii i miłości. Każdego dnia rozważam nad tym, jak mógłby wyglądać mój zwykły dzień, gdybym tutaj nie trafił. Może zamiast budy i miski miałbym domek wyścielany purpurą i porcelanowy talerzyk, w którym odbijałyby się światła diamentowych żyrandoli, a może ledwo wiązałbym koniec z końcem, jako uliczny przybłęda, i nie miałbym nic, prócz kilku kompanów niedoli. Sam nie wiem, trudno jest mi wyobrazić obie te skrajności, ale wiem jedno.



Dla Nas, psów, nie liczą się jakieś ozdóbki, kolorowe ubranka, obroże wysadzane brylantami czy rozmaite zabawki. Nas nie obchodzi, jakiej grubości jest portfel czy też do jakiej warstwy społeczeństwa należy ich właściciel.
Dla nas liczy się to, że pomimo tych wszystkich stereotypów, jest na tej Ziemi ktoś, kto będzie Nas kochał, pomimo tego, jak trudny mamy charakter czy jak brzydcy jesteśmy.
Miłość.
Taka prawdziwa, szczera, nieprzesadzona. Od serca. Taką miłość właśnie zaobserwowałem u Pani. Wiem, że czasami jestem nie do zniesienia, ale Ona zawsze będzie mnie kochać, bez względu na okoliczności. Ludzie mogą mówić, że nawiedzona, ale Ona i tak będzie mnie kochała. Tą samą miłością. Prawdziwą, szczerą, nieprzesadzoną.
Taką prosto z serca.

Światła w domu gasną, a jedynym jego źródłem jest teraz uliczna latarnia. Zamykam oczy i oddaję się w ręce Morfeusza, pozwalając, aby zabrał mnie do swojej krainy…

~*~





Ten post bierze udział w konkursie organizowanym przez blog whippetzpasja.blogspot.com, w którym sponsorami są: PupiLu, Aptus, Skład Karmy oraz SpeedMania.

Btw. Już 28 maja będziecie mogli mnie spotkać na wystawie w Iłży! Zapraszam serdecznie na sesję zdjęciową waszych pupili w zamian za możliwość wymiziania modela :) A jeżeli sesja niezbyt Was interesuje zachęcam do spotkania, prawdopodobnie jadę sama i z chęcią poznam nowe osoby :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pamiętaj! Nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi :)